sobota, 21 lutego 2015

Rozdział 2

Hej zapraszam na drugi rozdział, mam nadzieję że przypadanie wam do gustu :) 

Alison

Czuję jak eksploduje mi głowa i powoli wylewają się z niej wszystkie myśli które już dawno chciałam powiedzieć Vanessie, ale tego nie zrobiłam. We wszystkim miałam rację. Ale chyba pierwszy raz w moim życiu nie czuje tej głupiej satysfakcji gdy jednak to co myślałam okazuje się prawdą. Chwytam go za koszulkę i pociągam do tyłu, choć szczerze mówiąc mam ochotę go uderzyć w te śliczną mordę i zmyć mu szelmowski uśmiech z twarzy. 
-Co ty do cholery odwalasz?- dobieram słowa najdelikatniej jak potrafię jednak wszystko się we mnie gotuje i nie jestem pewna czy długo dam radę trzymać język za zębami, czy może wszystko ze mnie wypłynie i zacznę rzucać w niego przekleństwami jakim to jest draniem. Widzę na jego twarzy przerażenie a dziewczyna która jeszcze nie dawno była do niego przyklejona szuka teraz czegoś w swojej torebce. Sztuczka stara jak świat. Kevin otwiera usta i próbuje coś powiedzieć jednak słowa nie wychodzą mu z ust. Pierwszy raz widzę żeby ten gówniarz nie miał co powiedzieć. Uśmiecham się w myślach i chwilę zastanawiam się w którą nogę go kopnąć. Zdecydowałam się użyć przemocy jednak nie zapominając że jesteśmy w markecie więc będzie to przemoc bardzo małego stopnia. Przybliżam się do niego i kopię go w łydkę czując przypływ adrenaliny w moich żyłach. 
-Jesteś pieprzonym idiotom Kevin. Twoja dziewczyna stara się, organizuje dla ciebie przyjęcie a ty się miziasz w markecie z jakąś dziwką? Nie jesteś nic wart. Nawet nie musisz mi nic tłumaczyć, bo i tak nie uwierzę ci w to że się przewróciłeś i wpadłeś prosto na nią - śmieję się ironicznie i zostawiam go z obolałą łydką i otwartą buzią, stojącego przy półkach z proszkami. 

Vannessa

Około w pół do 19 słyszę dzwonek do drzwi. Nareszcie- mówię do siebie w myślach. Podchodzę do drzwi i zerkam do okienka. Alison. Bez Kevina. Przez moją głowę przelatuję tysiące myśli, jednak próbuje je uciszyć i mam nadzieję że Kevin schował się bym go od razu nie widziała. Czuję chwilową ulgę a potem otwieram drzwi i ulga całkowicie wyparowuje, zostaje zastąpiona złością, gniewem i zaraz potem smutkiem gdy skupiam się na minie Alison. Widzę że wstrzymuje łzy, mam ochotę ją przytulić choć tak naprawdę nie wiem co jest na rzeczy. A potem zauważam na jej twarzy błąkający się wyraz współczucia i już wiem że to nie ja powinnam przytulić ją, tylko ona mnie. To co się wydarzyło zaboli mnie- dotarło do mnie chwilę późnie, już czuję gęsią skórkę przechodzącą powoli po moim ramieniu. Odsuwam się od drzwi gdy zauważam że Alison napływają do oczu łzy, i biegnę po schodach do swojego pokoju. Nie chce pokazać słabości przy rodzinie i znajomych Kevina. To dziwne że nie wiem co tak naprawdę się stało, a płaczę ale jestem pewna że to coś mnie zaboli. Siedzę na łóżku, z zamkniętymi oczami i liczę parę razy do dziesięciu. Gdy mój oddech już się wyrównuje kładę się i przykrywam kołdrą. Po policzkach spływają mi gorące łzy. Nie mam siły ich otrzeć więc delikatnie łaskoczą moją twarz, spływając aż na szyję. Jakieś dwie minuty później słyszę pukanie do drzwi. Nie zastanawiam się nawet kto to.
-Idź sobie Alison, nikogo tu nie ma.
-Jesteś pewna? W takim razie kto mówi?
-Kubuś Puchatek, przepraszam ale jestem zajęty przyjdź za godzinę- odpowiadam wciąż drżącym głosem, co nie pasuję do moich słów 
-Van, proszę otwórz mi- niechętnie wstaje i podchodzę do lustra. Tusz do rzęs kompletnie mi się rozmazał i spływał teraz z moimi łzami po twarzy. W normalnych okolicznościach zaczęłabym się śmiać, że wyglądam jak postać z horroru, ale teraz tylko wycieram oczy chusteczką by wyglądać trochę lepiej. Słyszę dźwięk otwieranych drzwi i obracam się na pięcie. Alison podchodzi w moją stronę i nie czekając na reakcje przytula mnie. Do oczu znów napływają mi łzy więc odwzajemniam jej uścisk i stoimy tak przytulane przez jakąś minutę. Po tym czasie Ali pokazuje mi żebym usiadła na łóżku i pyta:
-Skąd wiesz co się stało?
-Widziałam po twojej minie- odpowiadam niepewnie 
Alison kręci głową i zaczyna mi opowiadać całą sytuację. W sumie to byłam pewna że to coś gorszego choć się przed nią nie przyznaję.  Mówi spokojnym tonem jakby wyjaśniała mi na czym polega algebra. Jej głos jest taki kojący, gdy mnie pociesza że mam ochotę się położyć i zasnąć. Siedzę jednak i słucham dalej co zrobiła i powiedziała mu Ali. Ja załatwiłabym to nieco inaczej, uderzyłabym go w dwie łydki a potem w krocze. Ale to mały szczegół. Gdy kończy mówić kolejny raz mnie przytula i głaszczę po plecach. 
-Co powiesz na babski wieczór jutro?
-Jestem za -mówię normalnym tonem, już nie łkając. Wyobrażam sobie przez chwilę tę sytuację w markecie. Niską brunetkę przylepioną do mojego Kevina. Nie mojego. Przeklinam się w myślach za to ze przez chwilę pomyślałam że jest mój. Zamykam oczy i biorę głęboki oddech. Nie był mnie wart-mówię sobie w myślach. Ktoś kto zachowuje się jak świnia i całuje z inną dziewczyną z pewnością nie jest mnie wart- powtarzam w myślach już trochę pewniej. Podnoszę głowę i patrzę na Alison. Ma delikatnie czerwone oczy z małymi worami pod nimi. Włosy w nieładzie, po za tym wszystko z nią w porządku. Jej makijaż jak zawsze jest idealnie dobrany do stroju, a biżuteria ładnie prezentuje się z całością. Czuję przepływ ciepła po całym ciele gdy przychodzi mi na myśl pewna rzecz. Jeśli Kevin robił już to wcześniej to dobrze że Ali do przyłapała, przynajmniej nie uszło mu to na sucho.Z pewnością robił to już z nią, albo z innymi wcześniej, w czasie chodzenia ze mną. Więc można powiedzieć że się od niego uwolniłam. Nie do końca z godnością, ale mam teraz nauczkę żeby nie ufać każdemu facetowi. Ta myśl nie pozwala mi wcale o nim zapomnieć czy sie uśmiechnąć ale czuję się nieco lepiej.
-Uwolniłam się od niego,Ali- mówię swoją myśl na głos -Wiem na czym stałam przez ten cały czas, i szczerze mówiąc to cieszę się że skończyłam ten rozdział bo gdybyś go nie przyłapała ja wciąż bym mu wierzyła a on po kryjomu spotykałby się z innymi.
Alison patrzy na mnie spod zmrużonych powiek a po jej twarzy przemyka cień uśmiechu. Nie jest pewna czy sytuacja pozwala na uśmiech więc szybko spuszcza głowę a usta ściąga w cienką linię. Zastanawiam się czy coś powie, czy może to ja powinnam kontynuować temat. 
-Lepiej się już czujesz?- pyta 
Kiwam głową, zdając sobie sprawę że moje powieki z każdą chwilą stają się cięższe. Spoglądam w zamyśleniu na zegar czując na sobie wzrok Ali. Dopiero za dziesięć 19, a ja już jestem śpiąca. Przecieram oczy i mrugam szybko, parę razy. To taki mój sposób na zarywanie nocy. Zazwyczaj piję filiżankę mocnej kawy, wstrzymuje oddech tak długo jak potrafię albo mrugam. W moim przypadku zawsze się sprawdza. Wracam myślami do Alison i przyglądam się jej, zastanawiając się co powinnam powiedzieć. Tak naprawdę, to dzisiaj nawet nie mam ochotę na rozmowę. Chciałabym zasnąć i spać aż wszystko znów będzie dobrze. W takich przypadkach, gdy dzieje się coś złego, ludzie często zadają mi masę pytań. A ja nienawidzę na nie odpowiadać, szczególnie gdy wiem że większość zadaje te pytania z grzeczności.  Naprawdę nie potrzebuje nikogo litości. Po śmierci Megan dostałam jej na zapas. Gdy teraz myślę o tych wszystkich ludziach którzy mi współczuli, z wrednym uśmieszkiem na twarzy, to naprawdę stwierdzam że ludzie są skomplikowani. Mówią że im przykro bo ktoś umarł, ale tak naprawdę cieszą się ze to nikt ich bliski. Jednym słowem co innego myślą, a co innego mówią. Jeszcze gdyby potrafili to ukryć, ale ten błądzący po ich twarzach uśmiech, i wymuszona smutna mina pokazuje wszystko jak na tacy. Z zamyślenia wyrywa mnie melodyjny, przyjemny dla uszu, głos Alison:
-Wiesz jeśli by tak spojrzeć na to z innej perspektywy, to w sumie obie zostałyśmy dzisiaj rzucone.
Przez chwilę analizuję jej słowa i patrzę pytająco na Ali. Zauważa moje spojrzenie i odpowiada przewracając oczami :
-Ty przez Kevina, ja przez ciebie. Nie sądziłam że tak łatwo zapomnisz o naszym rozstaniu- Wybucham  śmiechem i przez chwilę zapominam o tym że mój chłopak, całował się dziś z inną dziewczyną, tylko cieszę się że mam taką przyjaciółkę jak Alison. Zawsze zazdrościłam jej zapamiętywania tych drobnostek które się wydarzają w przeciągu dnia, ale większość o nich zapomina. Cóż do większości z pewnością nie należy Ali. 
-Nasze rozstanie było pamiętne i bardzo bolesne dla nas obu. To przykre że go zapomniałam. Szczególnie że trwało jakieś 2 sekundy, było zmyślone i wysłane sms'em- Alison kiwa głową i śmieję się teraz ze mną. Przez kolejne dziesięć minut, opowiada mi o jej podróży do Włoch, a w moich myślach nawet na sekundę nie pojawia się Kevin. 


* * *

-Przestań! Megan, daj spokój. Przecież wiesz że to ja- szepczę z nadzieją że gdzieś pęknie w niej bariera i przypomni sobie że jestem jej najlepszą przyjaciółką. Patrzę na nią i próbuję wyrwać nożyczki z rąk, jednak sznur zbyt mocno oplata moje nadgarstki. Megan obcina kolejne pasmo, które spada na podłogę układając się w półksiężyc. Krzyczę gdy do ręki bierze garść kosmyków i przymierza się by zacisnąć ręce na nożyczkach. Ruszam rękami i nogami z całych sił, ale zdaję sobie sprawę że węzły są naprawdę mocne. W dziewczynie budzi się chyba jednak iskra współczucia bo zamiast całej garści, bierze tylko trochę włosów i obcina powoli. Przez chwilę czuję się jakby to moja fryzjerka Eve robiła mi comiesięczne stopniowanie włosów, ale gdy spoglądam do lustra znów mam ochotę krzyczeć. Nie robię tego jednak bo wiem że Megan w tym stanie jest gotowa nawet zakleić mi usta taśmą jeśli będzie taka potrzeba. Zamiast tego obracam się ile mogę w jej stronę i mówię błagalnym tonem :
-Meg, proszę. Zostaw mnie, naprawdę nie musisz tego robić. Jestem twoją przyjaciółką. Vanessa. Pamiętasz? Znamy się już jedenaście lat- przerywam by nabrać powietrza i myślę czy powiedzenie jej o tym, będzie dobrym posunięciem.
-One cię odurzyły. Dały ci jakieś cholerstwo i teraz nie jesteś sobą! Megan, przestań. To nie jest zabawne.
Ona jednak kompletnie nie reaguje na moje słowa tylko obcina pasma włosów, jeden za drugim. Na jej twarzy i zauważam delikatny uśmieszek i ten tak mi znany błysk w oku. Po paru chwilach udaje mi się obrócić rękę tak by sprawdzić która godzina. 11:07. Wzdycham gdy czuję że w moim żołądku zaczyna tworzyć się potworna gula która narasta i podchodzi mi go gardła. Kolejny raz kręcę się na niewygodnym krześle i próbuję rozplątać węzły z grubej liny. Gdy do mojego nosa dociera delikatny zapach malin i cynamonu, budzi się we mnie nadzieja. Tak pachniała moja babcia, jeden z nielicznych zapachów których nigdy nie zapomnę. Ostatkiem sił próbuję się nim zaciągnąć jednak teraz nic już nie czuję. Zamiast tego moją uwagę zwraca mocno pulsująca żyła na czole. Niemal słyszę jak z każdą sekundą puls narasta i podwyższa się. Słyszę go w swojej głowie tak głośno że mam ochotę potrzeć dłońmi skronie, jednak przypominam sobie że nie mam możliwości ruchu. Parę minut później wewnętrzny głos każę mi spojrzeć na zegarek więc zdezorientowana i coraz bardziej otępiała wykrzywiam rękę. 21:07. Źrenice w moich oczach poszerzają się, a pulsowanie staje się coraz szybsze. Nie dowierzam, więc spoglądam do lustra, może naprawdę nie zauważyłam zmiany czasu i jest już ciemno? Słabo podnoszę głowę a moje źrenice rozszerzają się do maksymalnych rozmiarów. Dyszę ciężko, próbując złapać powietrze. Zginam się w pół, na tyle ile pozwala mi sytuacja i biorę głębokie oddechy. Pierwszy, drugi, trzeci, czwarty, piąty szós- przerywają mi głośne śmiechy dochodzące z zewnątrz, więc przestaje liczyć i nerwowo podnoszę się z przechylonej pozycji. Wyostrzam słuch i staram się zrozumieć słowa. Głosy stają się coraz głośniejsze aż nie jestem pewna czy nie dochodzą zaraz zza drzwi. Nieruchomieje na dźwięk swojego imienia i mam wrażenie że moje serce na chwilę przestaje bić. Słyszę głośne krzyki i szloch panikujących dziewczyn. Wciąż przywiązana do krzesła, osuwam się na nim, a potem nastaje ciemność.


Przepraszam że ten rozdział nie jest tak dobry jak chciałam, ale obiecuję że kolejne z pewnością będą lepsze. Z góry dziękuję za każdy komentarz, to bardzo motywuje :)  PS. W kolejnym rozdziale dowiecie się o co chodzi z ostatnią częścią rozdziału. Jak narazie dam wam tylko podpowiedź że imię Megan pojawiło się już na początku pierwszego rozdziału, może uda wam się zgadnąć ;) 





środa, 4 lutego 2015

Rozdział 1

Hej, zapraszam na pierwszy rozdział :) Mam nadzieje że się wam spodoba. Zachęcam też do przeczytania notki pod rozdziałem.



Vanessa 

Podnoszę się rozkojarzona i zerkam na zegarek. W tym samym momencie wyskakuje z łóżka pędząc do łazienki bo uświadamiam sobie że jestem spóźniona. Gdy ogarnę już włosy a odbicie w lustrze nie przeraża mnie tak bardzo, podchodzę do szafy i wyciągam z niej pierwsze ubrania z góry. Czarne legginsy i bluzkę z napisem. Nakładam ubrania na siebie a potem wkładam kurtkę. Schodzę na dół i włączam telewizje. Zawsze przed szkołą próbuje się zrelaksować za wszelką cenę.  Kontem oka spoglądam na ekran i na teledysk który właśnie puszczają na 4funTV.  Widziałam go milion razy,  a dziewczyna z niego ma takie uda że nie powinna wychodzić nawet z domu.  Uśmiecham się w duchu z powodu tego że jestem od niej milion razy ładniejsza.Każdy to powie. Wsypuje do miski trochę płatków i zalewam mlekiem. Szybka zjadam śniadanie i idę w stronę drzwi,  po drodze spoglądam na zegar.  8:20, trudno. Skłamie że spóźnił mi się autobus.  Uspokojona faktem że mam już wymówkę podchodzę do lustra i poprawiam przeszkadzające mi kosmyki włosów.  Ciesze się że na noc zaplotłam warkoczyki bo teraz mam fale,  bez użycia lokówki i niszczenia włosów.  Podchodzę bliżej lustra i spoglądam na siebie podejrzliwie, szukając skazy lub czegokolwiek co mogłabym poprawić. W lustrze widzę pewną siebie,  wysoką blondynkę,  z dużymi oczami, idealnie wyregulowanymi brwiami i wystającymi kośćmi policzkowymi. Włosy mam parę centymetrów za ramiona, powoli mi odrastają bo sprawie z Meg. Na samo wspomnienie Megan w moich myślach robi mi się melancholijnie smutno. Umarła niecałe 4 miesiące temu. Odpycham od siebie tą dołującą myśl i idę do holu ubrać buty a potem wychodzę. Uśmiechnięta, szczęśliwa, i nie poruszona śmiercią najbliższej przyjaciółki.  Tak mi się wydaje. Choć tego ostatniego nie jestem pewna.
Docieram do szkoły na drugą lekcję,  ale każdy nabiera się na moją historie z autobusem. Mówią mi że dużo przeszłam i mam do tego prawo,  choć tak naprawdę chce już zacząć normalnie żyć,  jak każdy,  jak kiedyś. Nie mam ochoty już dłużej być traktowana z litością.  Tym bardziej że dzisiaj pierwszy dzień szkoły. Idę pewnie korytarzem spoglądając ma poniektórych uczniów,  szukając znajomej twarzy.  Większość osób wyciąga nosa z książki, albo przerywa rozmowę by pomachać w moją stronę i powiedzieć "Hej". Odpowiadam każdemu spokojnie i dochodzę na koniec korytarza. Gdy odnajduje wzrokiem Alison, biegnę do niej i szybko przytulam. Gdy już się od siebie odklejamy ja wciąż trzymam ją za ramiona i bacznie się przyglądam mojej cudownej przyjaciółce która nie potrzebuje nawet makijażu by wzbudzać uwagę każdego na jej drodze.
-Obcięłaś włosy -stwierdzam po chwili
-Masz mnie- udaje zakłopotanie, choć wiem że nie ma problemu z przyjęciem komplementu. Uśmiechnięta od ucha do ucha zdejmuje moje ręce ze swoich ramion i gestem wskazuje bym usiadła obok niej.
-A wiec opowiadaj,  jak minęła ci podróż? Poznałaś tam jakiś przystojnych Włochów? Chce wiedzieć wszystko, nawet pikantne szczegóły! -deklaruje,  nie do końca pewna czy to prawda. Siadam zaraz obok niej i skinieniem głowy pokazuje Ali by zaczęła opowiadać.
-Podróż minęła mi dobrze,  dziękuje że pytasz.  A co do drugiego pytania myślę że na pikantne szczegóły będziesz musiała zaczekać do dzisiejszych urodzin Kevina,  tam opowiem ci wszystko. Zresztą za chwile dzwonek.
-Czekaj,  czekaj. Jakie urodziny?
-Urodziny twojego chłopaka  Kevina Parkera, ty to powinnaś wiedzieć jednak najlepiej, w końcu znacie sie juz... -Przerywam jej zbyt zdezorientowana by myśleć o tym ile się już znamy.
- Zapomniałam,  na śmierć zapomniałam- Kręcę głową, wciąż nie wierząc. Jak mogłam zapomnieć o urodzinach swojego chłopaka. Przecież najczęściej to płeć przeciwna zapomina, dziewczynom się to nie zdarza. Pewnie pomyśli że go nie kocham, i mi nie zależy.  Kevin w tym roku przygotował świetne przyjęcie z okazji moich 17 urodzin.  Mój kochany chłopak,  zrobił wszystko jak chciałam, czułam się tego dnia jak w bajce.  A ja? Zapomniałam. Cholera,  nie przejęłabym się tym tak bardzo, gdyby nie to że już dzisiaj z nim rozmawiałam i nie złożyłam mu życzeń.  Po drugie pytał mnie czy mam na dzisiaj jakieś plany a ja natychmiast mu przerwałam i wyjaśniłam że jadę na zakupy z mamą po sukienkę na Jesienny Bal. Kretynka, Kretynka, skończona Kretynka. Wracam myślami do Alison, patrzy na mnie ze śmiechem. Pewnie musiałam mieć zabawną minę podczas moich przemyśleń. Uśmiecham się najuprzejmiej jak potrafię i mówię
- Cholera, jestem kretynką Ali. Zapomnieć o kartkówce z maty? Okej.  Ale zapomnieć o urodzinach swojego chłopaka? Katastrofa.  To tylko źle wróży.-Alison patrzy swoimi dużymi brązowymi oczami spod kosmicznie długich rzęs. Przed chwilę mam ochotę spuścić głowę, z zakłopotania ale potem iskra pewności siebie nakazuje mi odwzajemnić jej spojrzenie. W końcu to moja przyjaciółka-mówię w myślach. Nie będzie mnie oceniać.
-Kupimy mu perfum, czekoladę albo zegarek i na pewno będzie zadowolony. Ja w zeszłym roku dałam mu piwo i kubek a się ucieszył- uśmiecham się krzywo i mówię: 
-Ale wiesz urodziny właśnie na tym polegają, ludzie cieszą się z prezentów które im się nie podobają 
-Jeśli moje piwo mu się nie spodobało to w tym roku nic nie dostanie -mówi z udawaną powagą w głosie i ogarnia z twarzy kosmyk włosów - śmieję się i przypominam sobie że wciąż nie mamy pomysłu na jego przyjęcie. Razem z Kevinem mamy taką małą tradycje że wyprawiamy sobie nawzajem przyjęcia urodzinowe,  jedyną zasadą jest to że nie może być ono gorsze niż poprzednie. To duże wyzwanie,  zwłaszcza że te które mi zorganizował było świetne. 
-Więc, mamy prezent teraz jeszcze przyjęcie, dałabyś radę go wkręcić że gdzieś idziecie a potem zaprowadzić do mnie? 
-Nie ma sprawy,  pogadam z jego kumplami i razem coś wymyślimy.A tak swoją dro..-przerywa jej dzwonek więc mówi szybko -Nie ważne-kiwam głową i obie podnosimy się na widok Pani Adams stojącej pod salą z kluczem. 
                                    
*  *  *

Wchodzę do mojej sypialni i wykończona siadam na łóżku. Chwytam kubek z parującą herbatą i powoli biorę jeden łyk żeby się nie oparzyć. Byłam w co najmniej dziesięciu sklepach w poszukiwaniu prezentu dla Kevina i mam wszystkiego dość. Kupienie go nie było jednak takie proste jak mówiła mi Alison, bo wolałam dać mu coś, z czego na  pewno się ucieszy. Zdecydowałam się na grę na Play Station, parę smakołyków i perfum. Co do przyjęcia to odbędzie się u mnie w domu i choć zostały mi jeszcze jakieś pół godziny, wszystko jest gotowe. Posprzątałam salon, kupiłam jedzenie i wszystko przygotowałam. Nie musiałam się nawet przejmować rodzicami po wyjechali w góry i wrócą dopiero za parę dni. Mama mi ufa, wie że nic się nie stanie. Ja nie mam takiej pewności choć wolałam jej o tym nie wspominać. Biorę do ręki telefon i zaczynam pisać smsa do Ali :

Wszystko gotowe, daj znać gdy będziecie w poblizu. x

Niemal błyskawicznie dochodzi do mnie wiadomość zwrotna :

Okej, wydaje mi się ze twój chlopak jest napalony wiec sie przygotuj. xxx 

Śmieję się do siebie i zastanawiam co odpisać. Nie robiliśmy tego jeszcze z Kevinem, i nie uważam że urodziny- gdzie w tym samym domu jest masa gości- to odpowiednia pora. Mój pierwszy raz, podobnie jak kolejny nie był najlepszy więc chce by ten z Kevinem był naprawdę wyjątkowy. Mimo to łapię przynętę Alison i odpisuje :

Chcesz mi powiedzieć że mam przygotować prezerwatywy? Dziękuje mamo! Mały włos i bym zapomniała, a tak swoją drogą to skąd wiesz że mój kochany chłopak jest napalony? ;) 

Uśmiecham się do siebie i czekam na odpowiedź która dochodzi trochę później niż ta pierwsza:

 Tak, od razu gdy wyszliśmy zaczął mi bredzić jaką to jesteś wspaniałą dziewczyną, wplatając w to zdanie które znam na pamięć 'jestem napalony' Więc domyślam się że chcę by wspaniała przyjaciółka jego wspaniałej dziewczyny jej to powiedziała :) Niee, tak naprawdę to mu stoi, mam nadzieję że to z podekscytowania, zobaczenia ciebie 

Biorę kolejny łyk herbaty i o mało jej nie wypluwam gdy kończę czytać wiadomość od Ali. Zaczynam szybko pisać odpowiedź:

Zawsze mu stoi gdy mnie widzi, nie powinnaś się przyglądać jego przyrodzeniu bo powiem twojej mamie! Ciekawie czy wie że jej córka robi takie rzeczy..Dlaczego nie napisałaś 'x' na końcu?

Lubiłam pisać z Alison w taki sposób jakbyśmy nie były przyjaciółkami tylko jakimiś divami i za bardzo się nie lubimy. W pewnym sensie to nas śmieszyło i dawało dużo frajdy choć wiele osób tego nie rozumiało. Na ekranie pojawia się napis że dostałam nową wiadomość więc szybko w nią klikam i czytam :

Moja mama już dawno wie, więc nie musisz się starać słońce. Nie napisałam 'xx' ponieważ ty też tego nie zrobiłaś, nie będę próbowała cię podrywać, przestań! Gdy ty piszesz to ja też bo nie chce by było ci smutno. 

Czytam i zaraz potem odpisuje :

Twoja ex jest bardzo ładna. 

Klikam wyślij i zastanawiam się czy Alison złapie o co chodzi. Odpowiedź przychodzi kilka sekund potem:

Która? 

Mam ją- mówię w myślach i wysyłam wiadomość:

Ja 

Śmieję się z triku który przeczytałam kiedyś na twitterze, i mam nadzieję że Ali go jeszcze nie widziała. Chwilę później do mojej skrzynki dochodzi sms:

Świnia xxx 

Odpisuje: 

Teraz to napisze mi 'xx' Dziękuję! A tak w ogóle to jak ty dajesz radę pisać i iść z Kevinem do mnie?

Na odpowiedź czekam jakąś minutę i zaczynam się denerwować że są już w pobliżu mojego domu i dlatego nie odpisuję ale chwilę później słyszę znajomy dźwięk dochodzącej wiadomości:

Kevin wszedł do marketu bo musiał coś kupić (Mam szczerą nadzieję że to  n i e  prezerwatywy) A ja sobie stoję i piszę z taką jedną Vanessą McCartney, moją ex- która jest dla mnie bardzo nie miła 

Uśmiecham się na widok nowego smsa od Ali i szybko odpisuję: 

Dobra, zajmij się lepiej przyprowadzeniem go do mnie bo pisanie ci nie wychodzi xxx 

Schodzę na dół i sprawdzam kolejny raz czy wszystko jest gotowe. Dosypuję do miski jeszcze parę chipsów, w momencie gdy słyszę dzwonek do drzwi. Podchodzę i spoglądam do okienka ciekawa kto to. Widzę znajome twarze, pewnym ruchem chwytam za klamkę i otwieram. Koledzy Kevina z drużyny. Jego siostra i parę osób z klasy. Witam się  z każdym po kolei i każę się schować bo urodzinowy może zjawić się tutaj lada chwila. Ja sama wchodzę za kanapę i schylam się by nie było mnie widać. Z niewiadomych powodów rozmawiamy z Ruby- siostrą Kevina- szeptem. Opowiadam jej właśnie o grze którą kupiłam jej bratu gdy słyszymy kolejny dzwonek do drzwi. To pewnie on - mówię w myślach i podchodzę do drzwi. Zerkam do okienka ale zamiast wysokiego szatyna widzę dwie dziewczyny. Otwieram i uprzejmie ich witam, chociaż jestem lekko zdenerwowana- przecież powinni już tu być, jest 18:15, a było planowane że o 18 Ali z Kevinem będą u mnie. Wzdycham i wyjaśniam Naomi i Lucy- bo tak mają na imię dziewczyny które przyszły- gdzie mają się schować. Ja ponownie wchodzę za kanapę z coraz większymi wątpliwościami czy zrobiłam dobrze każąc akurat Alison go przyprowadzić. 

Alison

Liczę do piętnastu i gram w jeszcze jeden level Angry Birds. Czekam na Kevina  już jakieś 20 minut i zaczyna mnie to denerwować. Powiedział że zajmie mu to więcej czasu, ale kto do jasnej cholery robi zakupy dziesięć minut przed swoimi urodzinami? Od początku coś mi w tym nie pasowało, ale nie zabronię mu przecież pójść do sklepu. Zerkam na zegarek i przeklinam w myślach. Jesteśmy już spóźnieni, Vanessa będzie wściekła. Zastanawiam się chwilę po czym wchodzę do marketu i zaczynam go szukać. Po paru minutach zauważam jego brązową czuprynę przy półce z proszkami do prania i o mało nie upuszczam telefonu komórkowego z wrażenia. 



I co sądzicie? Dajcie mi znać w komentarzach. Każdy naprawdę motywuje do dalszego pisania :) Chciałam jeszcze wyjaśnić o co chodzi z tymi imionami dużymi literami "Vanessa" i "Alison". Jeśli ktoś nie wie to znaczy że dana dziewczyna jest w  tej części narratorem. Nie wiem czy będę to wykorzystywać przez całe opowiadanie, tutaj sytuacja ode mnie tego wymagała. Mam nadzieję że wam się spodobało :) xx 


PS. Dajcie znać czy czcionka wam odpowiada!