Hej zapraszam na drugi rozdział, mam nadzieję że przypadanie wam do gustu :)
Alison
Czuję jak eksploduje mi głowa i powoli wylewają się z niej wszystkie myśli które już dawno chciałam powiedzieć Vanessie, ale tego nie zrobiłam. We wszystkim miałam rację. Ale chyba pierwszy raz w moim życiu nie czuje tej głupiej satysfakcji gdy jednak to co myślałam okazuje się prawdą. Chwytam go za koszulkę i pociągam do tyłu, choć szczerze mówiąc mam ochotę go uderzyć w te śliczną mordę i zmyć mu szelmowski uśmiech z twarzy.
-Co ty do cholery odwalasz?- dobieram słowa najdelikatniej jak potrafię jednak wszystko się we mnie gotuje i nie jestem pewna czy długo dam radę trzymać język za zębami, czy może wszystko ze mnie wypłynie i zacznę rzucać w niego przekleństwami jakim to jest draniem. Widzę na jego twarzy przerażenie a dziewczyna która jeszcze nie dawno była do niego przyklejona szuka teraz czegoś w swojej torebce. Sztuczka stara jak świat. Kevin otwiera usta i próbuje coś powiedzieć jednak słowa nie wychodzą mu z ust. Pierwszy raz widzę żeby ten gówniarz nie miał co powiedzieć. Uśmiecham się w myślach i chwilę zastanawiam się w którą nogę go kopnąć. Zdecydowałam się użyć przemocy jednak nie zapominając że jesteśmy w markecie więc będzie to przemoc bardzo małego stopnia. Przybliżam się do niego i kopię go w łydkę czując przypływ adrenaliny w moich żyłach.
-Jesteś pieprzonym idiotom Kevin. Twoja dziewczyna stara się, organizuje dla ciebie przyjęcie a ty się miziasz w markecie z jakąś dziwką? Nie jesteś nic wart. Nawet nie musisz mi nic tłumaczyć, bo i tak nie uwierzę ci w to że się przewróciłeś i wpadłeś prosto na nią - śmieję się ironicznie i zostawiam go z obolałą łydką i otwartą buzią, stojącego przy półkach z proszkami.
Vannessa
Około w pół do 19 słyszę dzwonek do drzwi. Nareszcie- mówię do siebie w myślach. Podchodzę do drzwi i zerkam do okienka. Alison. Bez Kevina. Przez moją głowę przelatuję tysiące myśli, jednak próbuje je uciszyć i mam nadzieję że Kevin schował się bym go od razu nie widziała. Czuję chwilową ulgę a potem otwieram drzwi i ulga całkowicie wyparowuje, zostaje zastąpiona złością, gniewem i zaraz potem smutkiem gdy skupiam się na minie Alison. Widzę że wstrzymuje łzy, mam ochotę ją przytulić choć tak naprawdę nie wiem co jest na rzeczy. A potem zauważam na jej twarzy błąkający się wyraz współczucia i już wiem że to nie ja powinnam przytulić ją, tylko ona mnie. To co się wydarzyło zaboli mnie- dotarło do mnie chwilę późnie, już czuję gęsią skórkę przechodzącą powoli po moim ramieniu. Odsuwam się od drzwi gdy zauważam że Alison napływają do oczu łzy, i biegnę po schodach do swojego pokoju. Nie chce pokazać słabości przy rodzinie i znajomych Kevina. To dziwne że nie wiem co tak naprawdę się stało, a płaczę ale jestem pewna że to coś mnie zaboli. Siedzę na łóżku, z zamkniętymi oczami i liczę parę razy do dziesięciu. Gdy mój oddech już się wyrównuje kładę się i przykrywam kołdrą. Po policzkach spływają mi gorące łzy. Nie mam siły ich otrzeć więc delikatnie łaskoczą moją twarz, spływając aż na szyję. Jakieś dwie minuty później słyszę pukanie do drzwi. Nie zastanawiam się nawet kto to.
-Idź sobie Alison, nikogo tu nie ma.
-Jesteś pewna? W takim razie kto mówi?
-Kubuś Puchatek, przepraszam ale jestem zajęty przyjdź za godzinę- odpowiadam wciąż drżącym głosem, co nie pasuję do moich słów
-Van, proszę otwórz mi- niechętnie wstaje i podchodzę do lustra. Tusz do rzęs kompletnie mi się rozmazał i spływał teraz z moimi łzami po twarzy. W normalnych okolicznościach zaczęłabym się śmiać, że wyglądam jak postać z horroru, ale teraz tylko wycieram oczy chusteczką by wyglądać trochę lepiej. Słyszę dźwięk otwieranych drzwi i obracam się na pięcie. Alison podchodzi w moją stronę i nie czekając na reakcje przytula mnie. Do oczu znów napływają mi łzy więc odwzajemniam jej uścisk i stoimy tak przytulane przez jakąś minutę. Po tym czasie Ali pokazuje mi żebym usiadła na łóżku i pyta:
-Skąd wiesz co się stało?
-Widziałam po twojej minie- odpowiadam niepewnie
Alison kręci głową i zaczyna mi opowiadać całą sytuację. W sumie to byłam pewna że to coś gorszego choć się przed nią nie przyznaję. Mówi spokojnym tonem jakby wyjaśniała mi na czym polega algebra. Jej głos jest taki kojący, gdy mnie pociesza że mam ochotę się położyć i zasnąć. Siedzę jednak i słucham dalej co zrobiła i powiedziała mu Ali. Ja załatwiłabym to nieco inaczej, uderzyłabym go w dwie łydki a potem w krocze. Ale to mały szczegół. Gdy kończy mówić kolejny raz mnie przytula i głaszczę po plecach.
-Co powiesz na babski wieczór jutro?
-Jestem za -mówię normalnym tonem, już nie łkając. Wyobrażam sobie przez chwilę tę sytuację w markecie. Niską brunetkę przylepioną do mojego Kevina. Nie mojego. Przeklinam się w myślach za to ze przez chwilę pomyślałam że jest mój. Zamykam oczy i biorę głęboki oddech. Nie był mnie wart-mówię sobie w myślach. Ktoś kto zachowuje się jak świnia i całuje z inną dziewczyną z pewnością nie jest mnie wart- powtarzam w myślach już trochę pewniej. Podnoszę głowę i patrzę na Alison. Ma delikatnie czerwone oczy z małymi worami pod nimi. Włosy w nieładzie, po za tym wszystko z nią w porządku. Jej makijaż jak zawsze jest idealnie dobrany do stroju, a biżuteria ładnie prezentuje się z całością. Czuję przepływ ciepła po całym ciele gdy przychodzi mi na myśl pewna rzecz. Jeśli Kevin robił już to wcześniej to dobrze że Ali do przyłapała, przynajmniej nie uszło mu to na sucho.Z pewnością robił to już z nią, albo z innymi wcześniej, w czasie chodzenia ze mną. Więc można powiedzieć że się od niego uwolniłam. Nie do końca z godnością, ale mam teraz nauczkę żeby nie ufać każdemu facetowi. Ta myśl nie pozwala mi wcale o nim zapomnieć czy sie uśmiechnąć ale czuję się nieco lepiej.
-Uwolniłam się od niego,Ali- mówię swoją myśl na głos -Wiem na czym stałam przez ten cały czas, i szczerze mówiąc to cieszę się że skończyłam ten rozdział bo gdybyś go nie przyłapała ja wciąż bym mu wierzyła a on po kryjomu spotykałby się z innymi.
Alison patrzy na mnie spod zmrużonych powiek a po jej twarzy przemyka cień uśmiechu. Nie jest pewna czy sytuacja pozwala na uśmiech więc szybko spuszcza głowę a usta ściąga w cienką linię. Zastanawiam się czy coś powie, czy może to ja powinnam kontynuować temat.
-Lepiej się już czujesz?- pyta
Kiwam głową, zdając sobie sprawę że moje powieki z każdą chwilą stają się cięższe. Spoglądam w zamyśleniu na zegar czując na sobie wzrok Ali. Dopiero za dziesięć 19, a ja już jestem śpiąca. Przecieram oczy i mrugam szybko, parę razy. To taki mój sposób na zarywanie nocy. Zazwyczaj piję filiżankę mocnej kawy, wstrzymuje oddech tak długo jak potrafię albo mrugam. W moim przypadku zawsze się sprawdza. Wracam myślami do Alison i przyglądam się jej, zastanawiając się co powinnam powiedzieć. Tak naprawdę, to dzisiaj nawet nie mam ochotę na rozmowę. Chciałabym zasnąć i spać aż wszystko znów będzie dobrze. W takich przypadkach, gdy dzieje się coś złego, ludzie często zadają mi masę pytań. A ja nienawidzę na nie odpowiadać, szczególnie gdy wiem że większość zadaje te pytania z grzeczności. Naprawdę nie potrzebuje nikogo litości. Po śmierci Megan dostałam jej na zapas. Gdy teraz myślę o tych wszystkich ludziach którzy mi współczuli, z wrednym uśmieszkiem na twarzy, to naprawdę stwierdzam że ludzie są skomplikowani. Mówią że im przykro bo ktoś umarł, ale tak naprawdę cieszą się ze to nikt ich bliski. Jednym słowem co innego myślą, a co innego mówią. Jeszcze gdyby potrafili to ukryć, ale ten błądzący po ich twarzach uśmiech, i wymuszona smutna mina pokazuje wszystko jak na tacy. Z zamyślenia wyrywa mnie melodyjny, przyjemny dla uszu, głos Alison:
-Wiesz jeśli by tak spojrzeć na to z innej perspektywy, to w sumie obie zostałyśmy dzisiaj rzucone.
Przez chwilę analizuję jej słowa i patrzę pytająco na Ali. Zauważa moje spojrzenie i odpowiada przewracając oczami :
-Ty przez Kevina, ja przez ciebie. Nie sądziłam że tak łatwo zapomnisz o naszym rozstaniu- Wybucham śmiechem i przez chwilę zapominam o tym że mój chłopak, całował się dziś z inną dziewczyną, tylko cieszę się że mam taką przyjaciółkę jak Alison. Zawsze zazdrościłam jej zapamiętywania tych drobnostek które się wydarzają w przeciągu dnia, ale większość o nich zapomina. Cóż do większości z pewnością nie należy Ali.
-Nasze rozstanie było pamiętne i bardzo bolesne dla nas obu. To przykre że go zapomniałam. Szczególnie że trwało jakieś 2 sekundy, było zmyślone i wysłane sms'em- Alison kiwa głową i śmieję się teraz ze mną. Przez kolejne dziesięć minut, opowiada mi o jej podróży do Włoch, a w moich myślach nawet na sekundę nie pojawia się Kevin.
-Idź sobie Alison, nikogo tu nie ma.
-Jesteś pewna? W takim razie kto mówi?
-Kubuś Puchatek, przepraszam ale jestem zajęty przyjdź za godzinę- odpowiadam wciąż drżącym głosem, co nie pasuję do moich słów
-Van, proszę otwórz mi- niechętnie wstaje i podchodzę do lustra. Tusz do rzęs kompletnie mi się rozmazał i spływał teraz z moimi łzami po twarzy. W normalnych okolicznościach zaczęłabym się śmiać, że wyglądam jak postać z horroru, ale teraz tylko wycieram oczy chusteczką by wyglądać trochę lepiej. Słyszę dźwięk otwieranych drzwi i obracam się na pięcie. Alison podchodzi w moją stronę i nie czekając na reakcje przytula mnie. Do oczu znów napływają mi łzy więc odwzajemniam jej uścisk i stoimy tak przytulane przez jakąś minutę. Po tym czasie Ali pokazuje mi żebym usiadła na łóżku i pyta:
-Skąd wiesz co się stało?
-Widziałam po twojej minie- odpowiadam niepewnie
Alison kręci głową i zaczyna mi opowiadać całą sytuację. W sumie to byłam pewna że to coś gorszego choć się przed nią nie przyznaję. Mówi spokojnym tonem jakby wyjaśniała mi na czym polega algebra. Jej głos jest taki kojący, gdy mnie pociesza że mam ochotę się położyć i zasnąć. Siedzę jednak i słucham dalej co zrobiła i powiedziała mu Ali. Ja załatwiłabym to nieco inaczej, uderzyłabym go w dwie łydki a potem w krocze. Ale to mały szczegół. Gdy kończy mówić kolejny raz mnie przytula i głaszczę po plecach.
-Co powiesz na babski wieczór jutro?
-Jestem za -mówię normalnym tonem, już nie łkając. Wyobrażam sobie przez chwilę tę sytuację w markecie. Niską brunetkę przylepioną do mojego Kevina. Nie mojego. Przeklinam się w myślach za to ze przez chwilę pomyślałam że jest mój. Zamykam oczy i biorę głęboki oddech. Nie był mnie wart-mówię sobie w myślach. Ktoś kto zachowuje się jak świnia i całuje z inną dziewczyną z pewnością nie jest mnie wart- powtarzam w myślach już trochę pewniej. Podnoszę głowę i patrzę na Alison. Ma delikatnie czerwone oczy z małymi worami pod nimi. Włosy w nieładzie, po za tym wszystko z nią w porządku. Jej makijaż jak zawsze jest idealnie dobrany do stroju, a biżuteria ładnie prezentuje się z całością. Czuję przepływ ciepła po całym ciele gdy przychodzi mi na myśl pewna rzecz. Jeśli Kevin robił już to wcześniej to dobrze że Ali do przyłapała, przynajmniej nie uszło mu to na sucho.Z pewnością robił to już z nią, albo z innymi wcześniej, w czasie chodzenia ze mną. Więc można powiedzieć że się od niego uwolniłam. Nie do końca z godnością, ale mam teraz nauczkę żeby nie ufać każdemu facetowi. Ta myśl nie pozwala mi wcale o nim zapomnieć czy sie uśmiechnąć ale czuję się nieco lepiej.
-Uwolniłam się od niego,Ali- mówię swoją myśl na głos -Wiem na czym stałam przez ten cały czas, i szczerze mówiąc to cieszę się że skończyłam ten rozdział bo gdybyś go nie przyłapała ja wciąż bym mu wierzyła a on po kryjomu spotykałby się z innymi.
Alison patrzy na mnie spod zmrużonych powiek a po jej twarzy przemyka cień uśmiechu. Nie jest pewna czy sytuacja pozwala na uśmiech więc szybko spuszcza głowę a usta ściąga w cienką linię. Zastanawiam się czy coś powie, czy może to ja powinnam kontynuować temat.
-Lepiej się już czujesz?- pyta
Kiwam głową, zdając sobie sprawę że moje powieki z każdą chwilą stają się cięższe. Spoglądam w zamyśleniu na zegar czując na sobie wzrok Ali. Dopiero za dziesięć 19, a ja już jestem śpiąca. Przecieram oczy i mrugam szybko, parę razy. To taki mój sposób na zarywanie nocy. Zazwyczaj piję filiżankę mocnej kawy, wstrzymuje oddech tak długo jak potrafię albo mrugam. W moim przypadku zawsze się sprawdza. Wracam myślami do Alison i przyglądam się jej, zastanawiając się co powinnam powiedzieć. Tak naprawdę, to dzisiaj nawet nie mam ochotę na rozmowę. Chciałabym zasnąć i spać aż wszystko znów będzie dobrze. W takich przypadkach, gdy dzieje się coś złego, ludzie często zadają mi masę pytań. A ja nienawidzę na nie odpowiadać, szczególnie gdy wiem że większość zadaje te pytania z grzeczności. Naprawdę nie potrzebuje nikogo litości. Po śmierci Megan dostałam jej na zapas. Gdy teraz myślę o tych wszystkich ludziach którzy mi współczuli, z wrednym uśmieszkiem na twarzy, to naprawdę stwierdzam że ludzie są skomplikowani. Mówią że im przykro bo ktoś umarł, ale tak naprawdę cieszą się ze to nikt ich bliski. Jednym słowem co innego myślą, a co innego mówią. Jeszcze gdyby potrafili to ukryć, ale ten błądzący po ich twarzach uśmiech, i wymuszona smutna mina pokazuje wszystko jak na tacy. Z zamyślenia wyrywa mnie melodyjny, przyjemny dla uszu, głos Alison:
-Wiesz jeśli by tak spojrzeć na to z innej perspektywy, to w sumie obie zostałyśmy dzisiaj rzucone.
Przez chwilę analizuję jej słowa i patrzę pytająco na Ali. Zauważa moje spojrzenie i odpowiada przewracając oczami :
-Ty przez Kevina, ja przez ciebie. Nie sądziłam że tak łatwo zapomnisz o naszym rozstaniu- Wybucham śmiechem i przez chwilę zapominam o tym że mój chłopak, całował się dziś z inną dziewczyną, tylko cieszę się że mam taką przyjaciółkę jak Alison. Zawsze zazdrościłam jej zapamiętywania tych drobnostek które się wydarzają w przeciągu dnia, ale większość o nich zapomina. Cóż do większości z pewnością nie należy Ali.
-Nasze rozstanie było pamiętne i bardzo bolesne dla nas obu. To przykre że go zapomniałam. Szczególnie że trwało jakieś 2 sekundy, było zmyślone i wysłane sms'em- Alison kiwa głową i śmieję się teraz ze mną. Przez kolejne dziesięć minut, opowiada mi o jej podróży do Włoch, a w moich myślach nawet na sekundę nie pojawia się Kevin.
* * *
-Przestań! Megan, daj spokój. Przecież wiesz że to ja- szepczę z nadzieją że gdzieś pęknie w niej bariera i przypomni sobie że jestem jej najlepszą przyjaciółką. Patrzę na nią i próbuję wyrwać nożyczki z rąk, jednak sznur zbyt mocno oplata moje nadgarstki. Megan obcina kolejne pasmo, które spada na podłogę układając się w półksiężyc. Krzyczę gdy do ręki bierze garść kosmyków i przymierza się by zacisnąć ręce na nożyczkach. Ruszam rękami i nogami z całych sił, ale zdaję sobie sprawę że węzły są naprawdę mocne. W dziewczynie budzi się chyba jednak iskra współczucia bo zamiast całej garści, bierze tylko trochę włosów i obcina powoli. Przez chwilę czuję się jakby to moja fryzjerka Eve robiła mi comiesięczne stopniowanie włosów, ale gdy spoglądam do lustra znów mam ochotę krzyczeć. Nie robię tego jednak bo wiem że Megan w tym stanie jest gotowa nawet zakleić mi usta taśmą jeśli będzie taka potrzeba. Zamiast tego obracam się ile mogę w jej stronę i mówię błagalnym tonem :
-Meg, proszę. Zostaw mnie, naprawdę nie musisz tego robić. Jestem twoją przyjaciółką. Vanessa. Pamiętasz? Znamy się już jedenaście lat- przerywam by nabrać powietrza i myślę czy powiedzenie jej o tym, będzie dobrym posunięciem.
-One cię odurzyły. Dały ci jakieś cholerstwo i teraz nie jesteś sobą! Megan, przestań. To nie jest zabawne.
Ona jednak kompletnie nie reaguje na moje słowa tylko obcina pasma włosów, jeden za drugim. Na jej twarzy i zauważam delikatny uśmieszek i ten tak mi znany błysk w oku. Po paru chwilach udaje mi się obrócić rękę tak by sprawdzić która godzina. 11:07. Wzdycham gdy czuję że w moim żołądku zaczyna tworzyć się potworna gula która narasta i podchodzi mi go gardła. Kolejny raz kręcę się na niewygodnym krześle i próbuję rozplątać węzły z grubej liny. Gdy do mojego nosa dociera delikatny zapach malin i cynamonu, budzi się we mnie nadzieja. Tak pachniała moja babcia, jeden z nielicznych zapachów których nigdy nie zapomnę. Ostatkiem sił próbuję się nim zaciągnąć jednak teraz nic już nie czuję. Zamiast tego moją uwagę zwraca mocno pulsująca żyła na czole. Niemal słyszę jak z każdą sekundą puls narasta i podwyższa się. Słyszę go w swojej głowie tak głośno że mam ochotę potrzeć dłońmi skronie, jednak przypominam sobie że nie mam możliwości ruchu. Parę minut później wewnętrzny głos każę mi spojrzeć na zegarek więc zdezorientowana i coraz bardziej otępiała wykrzywiam rękę. 21:07. Źrenice w moich oczach poszerzają się, a pulsowanie staje się coraz szybsze. Nie dowierzam, więc spoglądam do lustra, może naprawdę nie zauważyłam zmiany czasu i jest już ciemno? Słabo podnoszę głowę a moje źrenice rozszerzają się do maksymalnych rozmiarów. Dyszę ciężko, próbując złapać powietrze. Zginam się w pół, na tyle ile pozwala mi sytuacja i biorę głębokie oddechy. Pierwszy, drugi, trzeci, czwarty, piąty szós- przerywają mi głośne śmiechy dochodzące z zewnątrz, więc przestaje liczyć i nerwowo podnoszę się z przechylonej pozycji. Wyostrzam słuch i staram się zrozumieć słowa. Głosy stają się coraz głośniejsze aż nie jestem pewna czy nie dochodzą zaraz zza drzwi. Nieruchomieje na dźwięk swojego imienia i mam wrażenie że moje serce na chwilę przestaje bić. Słyszę głośne krzyki i szloch panikujących dziewczyn. Wciąż przywiązana do krzesła, osuwam się na nim, a potem nastaje ciemność.
Przepraszam że ten rozdział nie jest tak dobry jak chciałam, ale obiecuję że kolejne z pewnością będą lepsze. Z góry dziękuję za każdy komentarz, to bardzo motywuje :) PS. W kolejnym rozdziale dowiecie się o co chodzi z ostatnią częścią rozdziału. Jak narazie dam wam tylko podpowiedź że imię Megan pojawiło się już na początku pierwszego rozdziału, może uda wam się zgadnąć ;)